poniedziałek, 8 lipca 2013

That Smile

Eden

Spojrzałam na siebie po raz ostatni zanim wyszłam z mojego pokoju. Moje oczy wylądowały na pokoju Adam, który był naprzeciw mojego. Podeszłam do nich i mocno w nie walnęłam. Brak odpowiedzi. Zobaczyłam jak Eva wychodzi ze swojego pokoju, który był obok Adama.
-Eva gdzie jest Adam?- Zapytałam ją. Ona zachichotała.
-Poszedł nocować i „uczyć się” z „Alexsandrem”.- Mrugnęła, a następnie zeszła na dół.
Ty możesz być zmylony, ale ja wiem dokładnie co to znaczy. Snobistyczna dziewczyna mojego brata, Alexsandra. Znana jako Alexsander dla moich rodziców, ponieważ oni nigdy nie zgodzili by się na to żeby szedł do niej nocować. Uczenie, mój tyłek. Na pewno spał zanadto w porządku. Uśmiechnęłam się do siebie. Zemsta naprawdę jest su- wredną osobą…
-Tatusiu- Zaczęłam jak weszłam do kuchni.
Mama przygotowywała bekon i jajka na śniadanie, podczas gdy tata jadł swoje jedzenie.
-Nie, nie możesz.- Stwierdził.
Przewróciłam oczami i położyłam rękę na biodrze.
-Nic nie chcę. Przyszłam tu tylko żeby powiedzieć Ci coś o Adamie. On nie jest u Alexsandra żeby się uczyć.- Stwierdziłam.
Oboje rodziców spojrzało na mnie.
-Gdzie on jest?- Zmarszczył brwi w moim kierunku.
-Nie wiem.- Wzruszyłam ramionami, uśmiechając się do niego złośliwie- Może sobie przypomnę jeżeli odwołasz mi uziemienie?- Zapytałam z nadzieją.
On spojrzał na mnie.
-Pan nie uśmiecha się na przekupstwo, Eden Mario.- Stwierdził.
-Wiem, ale nie sądzisz że gdy ludzie robią dobre rzeczy to powinni być za nie nagradzani? Z łatwością mogłam pójść bez powiadomienia Ciebie o tym, ale postanowiłam się zatrzymać.- Stwierdziłam.
On spojrzał na moją matkę, która tylko wzruszyła ramionami.
-Dobrze, jeśli powiesz mi gdzie jest Twój brat, odwołam Ci karę. Teraz, gdzie jest ten chłopak?- Zapytał mnie.
Bezczelny uśmiech pojawił się ponownie na moich ustach.
-Spał u swojej dziewczyny.

~

Justin

-W porządku chłopcy. To jest nasza ostatnia gra do czasu mistrzostw. Jeśli to wygramy… przejdziemy do ostatniej rundy przeciwko Południowi.- Trener Brown wpatrywał się w nas wszystkich, kiedy siedzieliśmy na trybunach cali spoceni i rozgrzani od ćwiczeń, które właśnie mieliśmy. Pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałem tym razem, gdy trener powiedział „Południe” była Eden. Kiedyś to była czysta nienawiść do tego palanta Adam, o której najpierw pomyślałem.
-Zniszczymy ich trenerze.- Chaz zawołał zarozumiale- Ze mną w drużynie w każdym razie.- Uśmiechnął się arogancko.
-Zamknij się Somers. Rzucasz jak dziewczyna.- Trener obraził go, powodując śmiech u całej reszty.
Trener Brown wierzył w… trudną miłość, jak możesz to umieścić. On na pewno byłby moim ulubionym nauczycielem gdybym miał wybierać.
-Chcę chłopcy żebyście pozostali w dobrym stanie umysłu. Nie chcę żebyście byli zarozumiali, ale chcę żebyście uwierzyli że możecie to zrobić. Postarajcie się pozostać najszczęśliwszymi jak możecie być. Umieśćcie na siebie najmniej stresu jak możecie. Idźcie się obściskiwać ze swoimi dziewczynami, róbcie na drutach swetry z babciami. Cokolwiek sprawia że jesteście szczęśliwi? Zróbcie to.- Powiedział.
-Jaka drużyna? Wildcats!- Ryan krzyknął, zdobywając dziwne spojrzenia i śmiech od drużyny, w tym ode mnie. Ryan jest… specjalny.
-Jesteś idiotą Butler. W porządku, życzę dobrego popołudnia chłopcy. Pamiętajcie- bądźcie szczęśliwi!- Wskazał na nas wszystkich, zanim odszedł dumnie.
Pomyślałem do siebie, jak podniosłem się z ławki. Co sprawia że jestem szczęśliwy? Seks. Taa, to sprawia że jestem bardzo szczęśliwy. Ale dla innego dziwnego powodu, tak jak wcześniej, obraz Eden pojawił się w tyle mojego umysłu.

~

-Dzień dobry Mamo. Babciu.- Powiedziałem, składając pocałunek na policzku mojej mamy, a następnie babci.- Gdzie jest dziadek?- Zapytałem rozglądając się dookoła za moim dziadkiem Brucem.
Kiedy chce porozmawiać z kimś o prawdziwych rzeczach- rzeczach o których nie chcę rozmawiać z Chazem lub Ryanem- idę do mojego dziadka. On przypomina mi Ghandę lub Buddę. On wie wszystko.
-Myślę że nadal jest na zewnątrz w garażu, pracując nad tym głupim samochodem.- Babcia przewróciła oczami.
Mój dziadek pracował nad tym samochodem odkąd się urodziłem. Pracował nad nim dla mnie. Pomimo że zdałem egzamin na prawo jazdy już dawno temu i mam już inne auto. On był ciągle zawzięty.
-Dlaczego nie pójdziesz na zewnątrz i mu nie pomożesz jak za starych czasów, co?- Mama uśmiechnęła się delikatnie do mnie.
Wzruszyłem lekko ramionami, zanim wyszedłem. Kiedyś pomagałem mu cały czas. Przed szkołą, po szkole, w weekendy, w wakacje. Nawet spędziliśmy większość Bożego Narodzenia, pracując nad tym samochodem. Później miałem swoją pierwszą dziewczynę, dołączyłem do drużyny koszykówki, zacząłem chodzić na imprezy. Nie miałem już więcej czasu dla samochodu, albo dziadka.
-Hej dziadku.- Przywitałem go, wchodząc do garażu.
Spojrzał na mnie z pod maski i szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy, sprawiając że sam się uśmiechnąłem. Bez dużej obecności taty wokoło, polegałem na tym człowieku.
-Dzień dobry Justin.- Uśmiechnął się do mnie.- Co Cię tu sprowadza? Czy kolacja już jest gotowa? Mógłbym przysiąc że minęło dopiero kilka godzin.- Zmarszczył brwi.
-Nie, kolacja nie jest gotowa. Właśnie wróciłem do domu z praktyk.- Wzruszyłem ramionami.- Mam godzinę czasu, aż będę musiał… iść i robić jakieś zadanie domowe, więc postanowiłem przyjść i zrelaksować się z Tobą.- Powiedziałem z lekkim wzruszeniem ramion. On uśmiechnął się.
Nie miałem zamiaru iść robić lekcji, mam zamiar iść na górę na moją werandę, żeby relaksować się z Eden. Każdego innego dnia poszedłbym prosto do Chaza lub Ryana. Lub do domu jakieś dziewczyny żeby… no wiesz. Ale jako że postanowiłem zostać i porozmawiać z Eden, miałem jeszcze godzinę czasu dopóki nie skończy ćwiczeń w chórze kościelnym.
-Naprawdę?- Uśmiechnął się, wyglądając na zaskoczonego. Ja tylko skinąłem głową.- Oh, w porządku więc.- Uśmiechnął się.- Co ty na to żebyś podał mi ten klucz ze stołu na początek?- Zaśmiał się.
Uśmiechnąłem się i zrzuciłem mój plecak, zanim ruszyłem do pudełka z narzędziami i wyjąłem klucz. On nazywa większość swoich narzędzi. Robił to po to aby rozbawiać mnie kiedy byłem mały. Nazwaliśmy je wszystkie wspólnie. Z tego co pamiętam, klucz miał na imię Bill.

~

Eden

-Jak było na ćwiczeniach chóralnych, kochanie?- Mama uśmiechnęła się, kiedy weszłam do domu z ojcem idącym zaraz za mną.
-To było cudowne. Pete,- Pete Bennet, nasz instruktor chóru.- powiedział że ona powinna poprowadzić w ten weekend zgromadzenie kościelne. Będzie śpiewać Amazing Grace!- Wyszczerzył się jak jakiś szalony człowiek.
Nawet nie miałam wyboru. Pete zaproponował to i mój tata powiedział tak. Powiedzieć że byłam zdenerwowana było niedopowiedzeniem stulecia. To był mój pierwszy występ chóralny w Stratford odkąd skończyłam dwanaście lat! Cóż, przynajmniej było to Amazing Grace. To była moja ulubione piosenka ze wszystkich innych, z których miałam wybór.
-Oh, to wspaniale!- Mama uśmiechnęła się szeroko.
-Dobra robota, siostra. Pamiętam mój pierwszy raz. Spadłam ze stojaka i złamałam kostkę.- Eva zaśmiała się. Opadła mi szczęka.- Nie to, że Tobie stanie się to samo.- Zapewniła- Ja byłam tylko…- Mama i tata zmierzyli ją- Poradzisz sobie!- Uśmiechnęła się i wróciła do swojego magazynu.
-Ale ja brzmię jak Rebecca Black.- Jęknęłam.
-Oh! Tatusiu, to mi przypomina. Jest siedemnasta piętnaście i obiecałeś mi że odwieziesz mnie do Rebecci.- Eva stwierdziła. SIEDMNASTA PIĘTNAŚCIE?
-O kurde!- Mruknęłam zanim pobiegłam na górę.
Zakluczyłam drzwi za sobą jak weszłam do mojego pokoju i wyszłam na werandę. Justina nie było. Przyznaję, jestem dwadzieścia minut spóźniona na małą „rozluźniającą sesję” jak Justin to określił wcześniej tego ranka, kiedy wkradła się mała pogawędka pomiędzy nami podczas drogi do szkoły.
-Jesteś ciut spóźniona.- Chichot stwierdził za mną.
Wrzasnęłam, odwracając się do tyłu aby spostrzec Justina opierającego się o ścianę. Skrzyżowałam ramiona i spojrzałam na niego.
-Przestraszyłeś mnie!- Stwierdziłam.
-Naprawdę? Nie zauważyłem!- Roześmiał się.
-Co ty tutaj robisz? Mogłeś się zabić. Nie widziałeś jak robiłam to ostatnim razem?- Zapytałam.
-Taa, cóż, ja jestem ninją. Mogę wspinać się po ścianach i latać.- Wzruszył ramionami, powodując wybuch śmiechu u obojgu nas. Usiedliśmy i on oparł się o poręcz na przedniej części werandy, podczas gdy ja byłam po przeciwnej stronie.- Jak poszedł chór?- Zapytał.
-Strasznie.- Wymamrotałam.- Muszę śpiewać przed całym kościołem w niedzielę.- Stwierdziłam- Sama.- Dodałam.
-Ooh, brzmi jak zabawa.- Zaśmiał się.
-Jeśli jesteś dobrym wokalistą.- Wzruszyłam ramionami.- Jak poszedł trening? Mój brat nie przeszkadzał Ci, prawda?- Uśmiechnęłam się głupawo.
-Nope.- Zachichotał.
-Tak myślałam. Utknął w swoim pokoju odkąd wrócił do domu ze szkoły.- Wyszczerzyłam się.
-Za co?- Justin zapytał.
-Kłamał o tym że spał u swojej dziewczyny w domu, ale ja go podkablowałam. Zazwyczaj go kryję, ale on mnie podkablował za przekroczenie werandy, więc dostał to na co zasługiwał.- Uśmiechnęłam się do siebie.
Justin wybuchnął śmiechem i wystawił swoją rękę w moją stronę, abym przybiła mu piątek, co zrobiłam z uśmiechem.
-Jesteś moją bohaterką.- Zaśmiał się. Wyszczerzyłam zęby i wzruszyłam ramionami. Wtedy właśnie zauważyłam czarne plamy na jego koszulce.
-Co to za plamy? Myślisz o zamienieniu się w dalmatyńczyka?- Zachichotałam.
-Nah, po prostu naprawiałem samochód z dziadkiem. To tylko smar.- Zaśmiał się, patrząc w dół na swoją koszulkę.
-Aw, to słodkie.- Droczyłam się.
Ale szczerze mówiąc, to absolutnie takie było.

~

Pattie

-On był tam przez około godzinę. Nie przyjaźni się już z Chazem i Ryanem?- Mama zapytała mnie, jak siedzieliśmy razem w salonie, oglądając Ellen.
-Nie, dalej są przyjaciółmi. Wracał z nimi z treningu.- Stwierdziłam, sama uważając sytuację za trochę dziwną. Justin wrócił do środka, smar na całym jego ubraniu. On faktycznie pomagał przy samochodzie ponownie? Nie robił tego odkąd miał… trzynaście lat.
-Mamo, będę na górze, w porządku? Zawołaj mnie na kolację!- Wrzasnął kiedy zniknął na górze w swoim pokoju. Mama spojrzała na mnie myśląc o tym samym.
-To dziwne.- Zmarszczyła brwi. Ja przytaknęłam. Pewnie że takie jest.- Może już skończył etap imprezowania?- Uśmiechnęła się, wyglądając na oszołomioną.

-Nope, to dziewczyna.- Tata powiedział, wchodząc do środka, ta sama czerwona szmatka, którą używa do wycierania rąk.- Ten uśmiech nie jest spowodowany koszykówką.- Zaśmiał się.



Kolejny rozdział! Podoba się? Mam nadzieję że tak.;* To w ramach przeprosin za to że nie było rozdziałów tak długo, ale byłam w pracy za granicą i sami rozumiecie.;) 

Jakby ktoś miał jakieś pytania do mnie to śmiało pisać na ask.fm/lucyxbieber

Pozdrawiam!!! ;**

niedziela, 7 lipca 2013

The Girl Next Door

Eden

-Hej dziewczyno.- Maggie powitała mnie, pojawiając się obok mojej szafki.- Tak sobie myślałam… Ja i Ty powinnyśmy pójść do kina czy coś. Chcę zobaczyć Igrzyska Śmierci, a ty mówiłaś że czytałaś książkę wcześniej więc…
-Sorry Maggie. Nie mogę. Mój tata uziemił mnie na tydzień.- Mruknęłam, starając się otworzyć moją szafkę.
Cholercia! Dlaczego ta szafka musi być tak strasznie skomplikowana? Nie tylko uczniowie w tej szkole mnie nienawidzą, ale nawet moja szafka! Czyż to nie jest całkowicie wspaniałe?
-Wow, co zrobiłaś?- Zapytała mnie, wyglądając na kompletnie zdezorientowaną.
Powinna być zdezorientowana. Nawet ja jestem zdezorientowana!
-Zakradłam się do domu Justina.- Wymamrotałam.
Zamrugała oczami.
-Ukradł moją książkę „Romeo i Julii” i powiedział że musze przyjść i ją wziąć. Wspięłam się na werandę i mój brat mnie zauważył.- Westchnęłam.
-Poważnie?- Spojrzała na mnie zszokowana.
-Co?- Zapytałam jej, całkowicie i zupełnie zdezorientowana.
-To! Ty rzeczywiście dostałaś się do środka domu Justina Biebera?- Zapytała.- Fuj. Chłopak jest kompletnym dupkiem! Nie powinnaś się kręcić wokół niego. Założę się że jego pokój pachniał seksem.- Zmarszczyła twarz.
-Jaki zapach ma seks?- Zmarszczyłam brwi.- Po namyślę, jednak nie chcę wiedzieć.-Westchnęłam i odwróciłam się do mojej szafki.
Próbowałam uderzać w nią jak zrobił to Justin, w mój pierwszy dzień, ale to nie poskutkowało.
-Dlaczego oni mi dali zepsutą szafkę?- Wymamrotałam zanim oparłam moją głowę na niej i jęknęłam.- Dlaczego świat mnie nienawidzi?
-Świat Cię nie nienawidzi…- Roześmiała się- Tylko uczniowie.- Odpowiedziała.
Westchnęłam i odwróciłam się, by na nią spojrzeć. Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. Zauważyłam Justina z jego irytującymi przyjaciółmi, Ryanem i Chazem. Pojawił się obok mnie, przy swojej szafce, która była zaledwie dwie dalej od mojej. Maggie stanęła za mną.
-Dzięki Tobie, jestem uziemiona na tydzień!- Syknęłam w jego kierunku.
Wyglądał na zaniepokojonego. Wtedy sobie uświadomiłam. Nie chciał żeby inni go widywali jak rozmawia ze mną? Co za palant.
-Nie wiem o czym mówisz  ty mały dziwaku.- Spojrzał na mnie dziwnie, zanim odszedł ze swoimi przyjaciół, jak zadzwonił dzwonek.
Maggie przechyliła głowę w bok i odwróciła z powrotem do mnie.
-Myślałam że powiedziałaś że weszłaś do jego domu?- Zapytała- Czekaj, czy on w ogóle o tym wiedział?- Zapytała z szeroko otwartymi oczami.
-Myślisz że się włamałam? Nie!- Krzyknęłam.- Kretyn udaje że mnie nie zna. W końcu chłopacy tacy jak on troszczą się tylko o swoją reputację.- Wymamrotałam, zanim zignorowałam swoją szafkę i ruszyłam do mojej pierwszej klasy z Maggie.

~

Justin

-Hej chłopie. O czym ta laska mówiła, że przez Ciebie została uziemiona?- Chaz zapytał jak zajęliśmy miejsca na lekcji historii.
-Ym- Zmarszczyłem brwi, starając się myśleć o czymś co mógłbym powiedzieć- Cóż, ukradłem jej książkę i um, wrzuciłem do błota. Myślę że została uziemiona za to że ją zniszczyła.- Wzruszyłem ramionami.
Chaz zaczął się śmiać, a Ryan wyszczerzył się i poklepał moją głowę jak jakiś dziwak. Osunąłem się z powrotem na krześle. Nie czułem się źle z tym że kłamie. Ale czuję się źle za to że ją uziemili. Oh, cóż. Więcej czasu dla niej na uczenie się, prawda? Robię dziewczynie przysługę.

Szkoła mijała wolno i boleśnie. Byłem podekscytowany na to popołudnie, ponieważ miałem trening koszykówki z chłopakami. Koszykówka była rzeczą numer jeden, którą lubię. To sprawia że czuję się naprawdę bardzo dobrze. Jak sex. I picie. I imprezowanie.
-Stary, Charlotte organizuję ogromną imprezę w piątek i zgadnij co? Oboje jesteśmy zaproszeni!- Ryan uśmiechnął się szeroko.
-Oczywiście że jesteśmy zaproszeni. Ona jest zawsze chętna na penisa Justina- Chaz roześmiał się.
-Zamknij się.- Przewróciłem oczami.
Pieprzyłem obie, Charlotte i Rebecce. Czy je to obchodzi? Nie. To jest to, co kocham w dziwkach.
-W porządku. Bieber i Somers. Kapitanowie dwóch drużyn, rozdzielcie się. Zespół Biebera bez koszulek, zespół Somersa z koszulkami. Podział.- Trener Brown zażądał.
Westchnąłem i ściągnąłem koszulkę. Podzieliliśmy się na zespoły. Będziemy grać przeciwko sobie. Trener będzie nas uważnie obserwował, dając nam znać nad czym osobno musimy popracować, a nad czym musimy popracować jako grupa. Potem ćwiczymy te rzeczy na następnym treningu, który jest jutro po południu.
-Trenerze Brown! Pan Bruce potrzebuje Twojej pomocy w sali prezentacyjnej.- Pani Covarrd zapiszczała w drzwiach.
Wyglądała na przerażoną.
-Co on zrobił tym razem?- Trener Brown westchnął.
-Upuścił telewizor na swoją stopę.- Zmarszczyła brwi.
Drużyna wybuchła śmiechem, nawet Brown się zaśmiał.
-W porządku, będę tam za sekundę. Bieber ty dowodzisz.- Skinął na mnie głową zanim wybiegł z sali.
-Słyszeliście go, zaczynajmy!- Krzyknąłem i rzuciłem piłkę do Chaza.
-Oh, chyba sobie żartujesz- Ryan zmarszczył swoją twarz, patrząc na coś za mną.
Odwróciłem się i obserwowałem jak Adam i jego przyjaciele z Południa wchodzą na salę. Myślę że starali się wyglądać na zastraszających? Bitch, please.
-Co ty robisz?- Zapytałem pochodząc do niego.
-Przyszedłem tu, żeby Ci powiedzieć żebyś trzymał się z dala od Eden, ty świrze- Spojrzał na mnie.- Widziałem Cię jak pomagałeś jej wspiąć się z powrotem do jej pokoju. Co do chuja ona robiła w twoim pokoju, huh?- Wrzasnął na mnie.
Eden jest jedynym dzieckiem, które słucha swoich rodziców? Ten dzieciak przeklina, Eva jest dziką imprezowiczką. Mogę sobie jedynie wyobrazić do czego zdolna jest Eden.
-Hej, co się dzieje w moim pokoju, zostaje w moim pokoju.- Uśmiechnąłem się szyderczo, starając się go wkurzyć. Podziałało.
-Eden by Cię nie dotknęła.- Syknął na mnie.- Stać ją na więcej niż na zabawę ze śmieciami.- Uśmiechnął się szyderczo.- Trzymaj się od niej z daleka.- Spojrzał na mnie.
-Jasne, ale nie mogę zagwarantować że ona będzie się trzymać z dala ode mnie, Perry.- Odwzajemniłem uśmiech.
-Pieprz się.- Warknął na mnie.
-Twoja siostra już to zrobiła.- Uśmiechnąłem się złośliwie.
Wyglądało na to że ma już dość. Jego pięści zacisnęły się i zamachnął nimi na mnie. Miał farta i uderzył mnie prosto w usta. Miałem właśnie zająć się skurwielem, dopóki Nolan i Ryan nie powstrzymali mnie.
-Uważaj na siebie Bieber. I trzymaj się z dala od mojej siostry.- Adam warknął, zanim wyszedł ze swoimi przyjaciółmi.
Potrząsnąłem głową z niesmakiem i odwróciłem się w stronę drużyny.
-Pieprzyłeś Eden?- Chaz spojrzał na mnie obrzydzony.- Stary, ona może i dobrze wygląda, ale jest cholernym południem! Co Ci o tym mówiliśmy?- Krzyknął na mnie.- Spójrz co zrobiłeś!- Wskazał na drzwi, przez które właśnie wyszedł Adam.
-Nie spałem z nią.- Krzyknąłem na niego. Nie mogłem się zmusić do powiedzenia, że nie „pieprzyłem” jej. Nie wiem dlaczego, to po prostu dziwne uczucie.
-Więc co do chuja ona robiła w twoim pokoju?- Zapytał.
-Ukradłem jej książkę, a ona wspięła się do mnie aby ją wziąć! Nie dotknąłem jej w ten sposób. Pomogłem jej wrócić do siebie! I z kimkolwiek, kurwa chcę spać, będę spać. Z Twoim lub bez Twojego pozwolenia. –Wrzasnąłem.
-Ona ma piętnaście lat stary.- Ryan spojrzał na mnie dziwnie.
-Jest gorąca jak na piętnastolatkę.- Josh Bellamy wzruszył ramionami.
Wszyscy mierzyli go wzrokiem, aż jego uśmiech nie zniknął.
-Co? To prawda.- Wymamrotał.
-Nie. Ona nie jest gorąca. Jest brzydkim, małym południem. I jeśli nie będziesz się trzymał z dala od niej stary. Cóż… wylatujesz z drużyny.- Stwierdził.
Spojrzałem na niego, najsilniejszym uczuciem jakie miałem w sobie, było uderzenie go w głowę.
-Po pierwsze, nie jestem nawet jej przyjacielem! Rozmawiałem z nią kilka razy. A po drugie, ja jestem kapitanem tej drużyny! Nie możesz mnie wyrzucić!- Krzyknąłem.
-Jeśli każdy z nas by zagłosował, to tak, możemy.- Uśmiechnął się złośliwie.- Więc jak będzie? Trzymasz się z dala od niej, czy wylatujesz z drużyny?- Zapytał mnie.
Spojrzałem na resztę chłopaków, którzy spuścili wzrok w dół, zawstydzeni tym że zgadzają się z Chazem. Westchnąłem i podniosłem piłkę.
-W porządku więc.- Chaz uśmiechnął się zadowolony.
Wszyscy się odwrócili i wrócili do gry. Wtedy poczułem krew w buzi i przyłożyłem dłoń do ust i zobaczyłem czerwoną ciecz na palcach. Skurwiel sprawił że krwawię.

~

Eden

Chodziłam po moim pokoju. Adam wyszedł około godzinę temu. Wrzeszczał na mnie za to że byłam w pokoju Justina. Mimo, że próbowałam mu wytłumaczyć że poszłam tam tylko po to żeby odzyskać moją książkę, nie uwierzył mi. Nie wiem dlaczego, nie jestem godną zaufania w tej rodzinie. Powinnam być jedyną najbardziej zaufaną osobą!
-Tatusiu, czy Adam już wrócił?- Zapytałam, stojąc na końcu schodów.
-Nie. Teraz wracaj na górę. Jesteś uziemiona. Zostajesz w pokoju. I chcę żebyś tego laptopa używała tylko i wyłącznie do celów naukowych. Sprawdzę historię.- Spojrzał na mnie.
Przewróciłam oczami i zaczęłam stawiać pierwszy krok.
-Nie przewracaj swoich oczu na mnie, młoda damo.- Krzyknął jak doszłam na górę.
Wystawiłam na niego język, mimo iż nie mógł mnie zobaczyć. Weszłam do mojego pokoju i usiadłam na łóżko. Zastanawiałam się, co się stało? Może nic. Może Justin opuścił trening. Kogo ja oszukuje? Adam jest okropny, kiedy jest zły. Westchnęłam, podeszłam do mojej werandy i otworzyłam drzwi, tylko po to żeby zobaczyć Justina siedzącego na swojej. Spojrzał w górę na mnie i mruknął coś.
-Czego chcesz?- Warknął na mnie.
-Wpadłeś na mojego brata?- Zapytałam.
Spojrzał na mnie.
-Nie mam tej krwawej wargi od wiatru, kochanie.- Wpatrywał się we mnie.
Westchnęłam i usiadłam na werandzie.
-Powtarzam, czego chcesz?- Zapytał mnie.
-Przeprosić. Za mojego brata.- zaczęłam- On jest prawdziwym… bólem w tyłku. Tak myślę.- Stwierdziłam.
Wzruszył ramionami.
-On może i być dupkiem, ale troszczy się o Ciebie.- Stwierdził.
-Nie musiał Cię za to uderzyć.- Powiedziałam.
-Ja może, tak jakby… powiedziałem kilka rzeczy, żeby go wkurzyć.- Spojrzał w moim kierunku.
Podniosłam brew, ale on pozostał cicho.
-Czy chcesz mnie oświecić?- Zapytałam.
-Może powiedziałem że ja… spałem z Tobą.- Uśmiechnął się. Opadła mi szczęka.- Oh, daj spokój. To było tylko po to żeby go wkurzyć. Zapłaciłem już za to , prawda?- Zapytał, wskazując na swoją spuchnięta wargę.
Westchnęłam i oparłam się o balustradę.
-Tak myślę, ale teraz on wyżyję się na mnie.- Wymamrotałam.- Jeśli usłyszysz strzały pistoletu, zadzwoń na policję.- Zażartowałam, powodując u niego śmiech.
-On wie że chciałem go tylko wkurzyć.- Justin wzruszył ramionami.- Tak myślę.-dodał.
-Jakie pocieszające.- Uśmiechnęłam się do niego, powodując jego śmiech.- Czy to boli? Twoja warga?- Zapytałam go.
Wzruszył ramionami.
-To się stało przeszło godzinę temu. Już jest dobrze.- Stwierdził.- Seks zawsze sprawia że czuję się lepiej.- Zaśmiał się. Moja szczęka opadła, a on wybuchnął śmiechem.- Wyraz twojej twarzy był cholernie bezcenny!- Śmiał się.
-Jesteś obrzydliwy.- Wykrzywiłam moją twarz.
-Jesteś tak zdegustowana seksem.- Roześmiał się.- Ty w ogóle wiesz co to jest obciąganie?- Uśmiechnął się do mnie.
-Jestem wystarczająco inteligentna, aby nie… rzucać mojego kota na wszystkich.- Powiedziałam, cytując Easy A.- I tak, wiem co to jest. Jestem dziewicą, nie głupkiem.- Spojrzałam na niego i skrzyżowałam ręce.
-Rzucać kota na wszystkich.- Zaśmiał się do siebie.- Nie powinienem nawet rozmawiać z Tobą w tej chwili.- Stwierdził opierając głowę na tylnej poręczy. Uniosłam brew.- Jesteś Południem. Chaz mi zabronił.- Uśmiechnął się.
-Wow, słuchasz Chaza? Bez obrazy, ale nie jest on najostrzejszym narzędziem w szopie.-Powiedziałam.
-Nie ma sprawy, to dureń. Ale ma rację.- Powiedział.- Możesz uczęszczać do naszej szkoły, ale jesteś Perry.- Powiedział.- Jesteście najbardziej znienawidzoną rodziną w mojej szkole. Tak jak moja rodzina jest najbardziej znienawidzona w szkole Twojego brata. Jeśli moja mała siostra poszłaby do Twojej szkoły, byłaby traktowana tak jak ty. Nawet gorzej.- Powiedział.
-Jak byłaby traktowana gorzej?- Zapytałam.
-Południowy Stratford jest wypełniony wymądrzałymi, wytwornymi dzieciakami. Nikomu nie byłby Ciebie żal. Nikt nie chcę się wyróżniać. Każdy chcę podążać za status quo i robić wszystko cokolwiek robią ich znajomi. Jesteś szczęściarą że ktoś się z Tobą zaprzyjaźnił w szkole.- Stwierdził.- Masz szczęście, że nawet ja mówię do Ciebie.- Odwrócił głowę w moją stronę.- Chociaż mogę przez to wylecieć z drużyny koszykówki.- Powiedział
-Więc dlaczego wciąż ze mną rozmawiasz skoro masz do stracenia tak dużo?- Zapytałam go.
Myślał przez chwilę.
-Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego.- Stwierdził.

Justin

Prawie miałem łzy w oczach. Eden trzymała się za brzuch ze śmiechu.
-P-przestań, brzuch mnie boli- Stwierdziła.
-Ja tu płaczę- Śmiałem się, ocierając oczy.
Właśnie przypominaliśmy sobie każdy cytat, który się nam podobał z filmu „Step Brothers” i oboje zbzikowaliśmy.
-Nie wiedziałem że obejrzałabyś film taki jak Step Brothers. Jest tam sex, język i po prostu głupie gówno.- Roześmiałem się naprzeciw niej.
Siedzieliśmy tutaj rozmawiając od… godziny lub dwóch? Nie wiem, nie liczyłem godzin, ale był już prawie zachód słońca.
-Oglądałam to w domu przyjaciół. Moja rodzina nie wie że kocham tego rodzaje filmy. Oni myślą że moim ulubionym film jest wciąż Bambi.- Uśmiechnęła się do mnie.
Znikąd wrzasnęła i schyliła się.
Spojrzałem na nią dziwnie.
-Pszczoła właśnie mnie zaatakowała!- Stwierdziła.
-Połóż na ta płynny papier, zobacz czy umrze.- Powiedziałem, co sprawiło że wybuchła śmiechem ponownie. Kolejny cytat ze Step Brothers.
-Powinnam czytać teraz Romeo i Julię. A nie rozmawiać z Tobą. To mnie będzie dużo kosztować.- Westchnęła do siebie, ale tak naprawdę nie wyglądała na przejętą.
-Co robisz kiedy się nie uczysz?- Zapytałem jej. Ona rzeczywiście musi o tym pomyśleć.- Czy kiedykolwiek rzeczywiście robiłaś coś dla zabawy? Lub dla siebie?- Zapytałem jej.
Skinęła głową.
-Lubię… śpiewać czasami.- Powiedziała- Jestem w chórze kościelnym- Uśmiechnęła się.
-Zaśpiewaj dla mnie.- Powiedziałem jej.
Potrząsnęła głową.
-Nie, nawet nie jestem w tym dobra.- Mruknęła.
-Jasne, jasne.- Zaśmiałem się.
Przewróciła oczami i spojrzała w dół na swoje dłonie.
-Róbmy to codziennie.- Stwierdziłem.
Spojrzała w górę na mnie, zdezorientowanie widoczne w jej oczach.
-Co masz na myśli?- Zapytała mnie.
-Nie wolno mi z Tobą rozmawiać, Tobie nie wolno ze mną rozmawiać. Możesz być Południem, ale ja rzeczywiście lubię z Tobą rozmawiać. Każdego dnia, po szkole, spotkajmy się tutaj i będziemy rozmawiać aż do zachodu słońca.- Wzruszyłem ramionami.
-Ja nawet nie powinnam siedzieć tutaj dzisiaj z Tobą Justin. Jak może to przejść każdego dnia?- Zapytała.- Moi rodzice mówią że nie powinnam się zadawać z osiemnastoletnimi chłopakami.
-Moi przyjaciele mówią że nie powinienem kręcić się koło piętnastoletnich lasek, ale czy ich słucham?- Zaśmiałem się do niej.
Uśmiechnęła się i spojrzała w dół.
-Tylko do zachodu słońca.- Uśmiechnęła się w moim kierunku.
-Dobranoc Eden.- Uśmiechnąłem się do niej, wstając. Ona również wstała.
-Branoc Justin.- Pomachała zanim z powrotem weszła do pokoju.

Uśmiechałem się jak oglądałem ją kiedy zamykała drzwi swojej werandy i zasuwała zasłony. Tego ranka obudziłem się nienawidząc dziewczyny w drzwiach obok. Dziś wieczorem idę spać mając ją za przyjaciółkę. Taka szkoda że jest Południem. Tak czy inaczej będziemy dobrymi przyjaciółmi. Wydaję mi się że będziemy musieli trzymać naszą małą przyjaźń w tajemnicy od teraz.